Marketingowa iluzja jednego grzyba
Być może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale grzyby białe, brązowe i czarne to ten sam organizm.
Pieczarki. Crimini (grzyby białe i brązowe). Portobello.
Wszystko to jest Agaricus bisporus. Jeden widok. Różne strategie marketingowe.
Ale nie to jest nawet najdziwniejsze. W kronice historycznej brakuje jednej strony: kto dokładnie ukuł nazwę „portobello”? Nikt nie wie. Ani mikolodzy, ani historycy.
Cofnijmy się do roku 1925. Louis Ferdinand Lambert uprawia grzyby w Pensylwanii. Zauważa mutację: wśród zwykłych brązowych kapeluszy wyrasta jakiś blady, kredowy „potwór”.
Nazywa go „Królewną Śnieżką”.
Rośnie równomiernie i szybko. Rynek to pochłania – dosłownie.
Dlaczego? Ponieważ w tamtym czasie Ameryka miała obsesję na punkcie bezpłodności. Czystość. Biały. Przewidywalność. Dzikie, szorstkie, brązowe odmiany zostały zepchnięte na margines. Każdy biały grzyb, który widzisz dziś na półce sklepu spożywczego, ma swoje korzenie w szczęśliwym zbiegu okoliczności Lamberta.
Ale grzyby nie pozostają „pieczarkami” na zawsze. Rosną. Dojrzewają.
W miarę rozszerzania się te małe czapeczki stają się płaskimi, szerokimi dyskami. Otwiera się warstwa blaszkowata. W połowie XX wieku uznawano go za brzydki. Zbyt mylące. Dlatego trzymano je w małych rozmiarach.
Potem nadeszły lata 70. Era inspirowana kontrkulturą. Przetworzona żywność stała się wrogiem.
I te same przerośnięte grzyby Agaricus stały się modne. Zmieniono nazwę. Ziemski. Naturalny.
Tak narodziło się Portobello.
Ale w tej historii jest luka. Słowo „portobello” nie jest włoskie. Nie przepłynął oceanu z Rzymu czy Neapolu. Po prostu się pojawiło. W pełni uformowany. W druku. W 1986 r.
Brak oczywistego autora. Brak dowodów. Po prostu nagła zmiana słownictwa.
Imię nie jest słowem włoskim. Pojawił się dopiero w 1986 roku.
Technicznie rzecz biorąc, jest to oszustwo. Rebranding starego warzywa. Ale kupiliśmy to.
Pszczoły produkują więcej niż miód
Na zupełnie inny temat porozmawiajmy o reprodukcji. Mianowicie o reprodukcji pszczół.
W serialu występuje dr Keith Prendergast. Nazywa siebie „Pszczółką Babette”.
Ona jest Australijką. Jest autorką ponad osiemdziesięciu artykułów naukowych. Jej zadaniem jest opisywanie nowych gatunków. Ale nie tylko publikuje dane. Występuje na scenie.
Wyobraź sobie Loraxa. Tylko o owadach.
Prowadzi program pt. Ptaki i pszczoły z dodatkowym „s” na temat zapylania. Okazuje się, że nauka tutaj jest ostra. Zaskakująco dzikie, biorąc pod uwagę ich reputację zorganizowanych zapylaczy.
Jeśli chcesz zagłębić się w chaos życia roju, możesz śledzić ją na Patreonie.
Twój pies jest mądrzejszy od entomologów
Oto kolejny fakt, który powinien sprawić, że każdy, kto uważa się za mądrzejszego od swoich zwierząt, powinien stać się bardziej pokorny.
Gatunki inwazyjne. Spot ćmy latarniowe. Wysysają sok. Wydzielają słodki śluz zwany spadzią. Osy uwielbiają tę słodycz. Żywi się także pleśnią sapric. Winiarnie nienawidzą tego wszystkiego.
Czy te błędy pojawiły się w Pensylwanii w 2018 roku? Nie. W 2014 r. Minęło dziesięć lat. Rozsiane po siedemnastu stanach.
Deptujemy je. Pokonaliśmy ich. Robiąc to, czujemy, że jesteśmy produktywni.
Tymczasem prawdziwi eksperci śpią na Twojej kanapie.
Virginia Tech przetestowała to. 182 psy. Owczarki niemieckie. Labradory. Pudle zabawkowe. Przedstawiciele wszystkich ras. Wyszkolili tych ochotników do znajdowania lęgów jaj.
Wyniki były jasne.
Testy kontrolne. Otwarte pola. Psy niszczyły ludzi.
Wyszkoleni entomolodzy? Przegrali. W proporcji dwa do jednego. Zwierzęta prześcignęły profesjonalistów.
Nauka obywatelska zazwyczaj obejmuje zastosowania. Albo banki.
Tym razem włącza wąchanie.
Czy jest coś jeszcze, co Twój pies może zrobić, aby Ci pomóc, podczas gdy Ty ignorujesz problem? Najprawdopodobniej tak. Ale pozwolimy, aby tajemnica grzybów wisiała w powietrzu trochę dłużej. Mam wrażenie, że nigdy się tego nie dowiemy. Niektóre rzeczy pozostają niepewne.

















