Dlaczego Yondr nie działa: jak walczące telefony zabijają naukę

38

Kontrola

Nazywają to rozwiązaniem.

Małe neoprenowe etui z zapięciem magnetycznym, które zatrzaskuje się jak drzwi sejfu. Wewnątrz znajduje się telefon. Na powierzchni nie ma śladu zakłóceń. Teoria brzmi kusząco: odłóż urządzenie, zwiększ koncentrację, popraw oceny. Wydaje się takie czyste. Takie proste.

W naszym regionie przypadki te nazywane są Yondr. Każdego ranka przed pierwszą lekcją uczniowie wkładają do takich toreb swoje smartfony. Tam pozostają. Szczelnie zamknięte. Dopóki na koniec dnia szkolnego nie podłączymy etui do specjalnej magnetycznej stacji dokującej. A potem – kliknij – wolność wraca na godzinę przed obiadem.

Nauczyciele na ogół popierają ten pomysł. Chcemy ciszy w klasie. Chcemy uwagi. A co ze studentami? Nienawidzą tego.

Według Pew Research większość nastolatków sprzeciwia się zakazowi używania telefonów w szkołach. W innej ankiecie, w której wzięło udział ponad 1000 dorosłych, 93% poparło ograniczenia. Przepaść między pokoleniami jest ogromna. Naprawdę ogromny.

Zdrowy rozsądek może podpowiadać, że powinienem stanąć po stronie innych nauczycieli. Przecież badania opublikowane w JAMA pokazują, że amerykańskie nastolatki podczas nauki spędzają około 70 minut dziennie wpatrując się w ekrany. Siedemdziesiąt minut straconej nauki. To już prawdziwy czas, kiedy wracamy do algebry i literatury.

Jednak nie poddaję się temu szumowi.

Ani trochę.

„Złodziej” w klasie

Porozmawiajmy o czasie.

Pierwsze siedem minut każdej lekcji spędzam na spacerowaniu. Sprawdzam uszczelki. Sprawdzam zamki. Przechodzę obok dwudziestu par oczu, by upewnić się, że nikt nie chowa służbowego smartfona w torbie lub pod biurkiem. To jest rytuał.

Typowy dzień szkolny składa się z siedmiu lekcji.

Siedem razy siedem.

To daje 49 minut. Prawie godzina.

Stracony.

Nie wydane na treningi. Nie wydane na studia. Po prostu zmarnowałem sprawdzanie.

A to tylko podstawowe wskaźniki. Liczba ta nie obejmuje dodatkowych działań następczych. Ignoruje dzieci, które wpadają w panikę i uświadamiają sobie, że zapomniały zamknąć walizkę. Ci, którzy majstrują przy klapce magnetycznej, mając nadzieję, że wygląda na nietkniętą. Ciche pomrukiwanie tych, którzy niosą ze sobą „cegłę” – zepsuty telefon, kalkulator czy imitację – po prostu po to, by zastosować się do litery prawa, obchodząc jego ducha.

Celem jest koncentracja. Rzeczywistość to policyjny monitoring.

Widziałem, jak dzieci spóźniały się, aby uniknąć porannych badań. Widziałem, jak próbowali wyłamać zamki grafitem z ołówków. Dowiedziałem się nawet, że niektórzy uczniowie sami zaczęli kraść magnesy odblokowujące. Zamienia się to w zabawę w kotka i myszkę. Nie jesteśmy już nauczycielami. Jesteśmy dozorcami patrolującymi sekcje więzienia.

Czy to działa?

Może przed hałasem. Ale czy pomaga im to zdać matematykę?

W artykule zatytułowanym „Skutki zakazów używania telefonów w szkołach: krajowe dane dotyczące zamykanych etui”* stwierdza się, że dane nie napawają optymizmem. Yondr wykazuje zerowy statystycznie istotny wpływ na wyniki testów z języka angielskiego w szkołach średnich. Wyniki matematyki? Skromny. W najlepszym razie.

Co zatem dostajemy za tę godzinę codziennej superwizji?

Istota problemu

O tym wszyscy zapominają.

Te przypadki mają tylko jedno znaczenie.

Ukrywają telefon.

Na tym polega cała użyteczność produktu. Blok. Ukrywać. Czekać.

Mamy taką obsesję na punkcie jak ograniczać, że zapomnieliśmy, po co się kształcimy. Traktujemy studentów jak podejrzanych, a nie naukowców. Zakładamy, że jeśli po prostu zastosujemy technologię klatkową, nauka nastąpi automatycznie.

Ale uwaga to nie włącznik światła.

Jeśli chcesz lepiej się skupić, nie budujesz fortecy. Tworzysz klasę, która robi różnicę.

Co by było, gdybyśmy od pierwszego dnia porzucili ogólne zakazy?

Wyobraźcie sobie, że pierwszy tydzień spędziliśmy nie na nauce zasad programu nauczania, ale na rozmowie o telefonach. Właściwie pytając.

Kiedy tego potrzebujesz? Kiedy staje się kulą? Czym różni się przewijanie od czytania rozdziału podręcznika?

Porozmawiajmy o badaniu JAMA. Pokaż im dane dotyczące strat z 70 minut. Niech to będzie ich odkrycie. Pozwólmy im poczuć ciężar własnych rozproszeń.

Jeśli zażądasz poddania się siłą, spotka Cię bunt. Fałszywe telefony. Spóźnienie. Kradzież magnesów.

A co jeśli kultywujesz niezależność?

Dostaniesz zaręczyny. Dostaniesz dzieci, które odkładają telefony nie dlatego, że magnes tak kazał, ale dlatego, że same zdecydowały: lekcja jest ważniejsza niż powiadomienie.

To ciężka praca.

Znacznie trudniejsze niż dystrybucja okładek.

Ale może.

Zgadza się.

Zaczyna się prawdziwa nauka. 📱🔒

Попередня статтяRatuję się przed salami lekcyjnymi
Наступна статтяPrzewidywanie przyszłości na korcie